WIOSNA BEZ NOWOŚCI – podsumowanie

Choć wciąż nie mogę w to uwierzyć, zbliżamy się jak burza do półmetka 2018 roku. Najwyższa pora na małą weryfikację noworocznych postanowień, wśród których prym wiodło częstsze czytanie szwedzkiej klasyki. Realizacja tego zadania okazała się możliwa nie tylko dzięki silnej woli, ale i ze względu na brak wyjątkowo interesujących mnie nowości na księgarnianych szwedzkich półkach…

Czy przez ostatnie miesiące nie ukazało się naprawdę NIC ciekawego z literatury szwedzkiej albo związanej z moim ulubionym krajem? Na pewno coś przegapiłam, ale nie mogę tego żałować. Wiosnę spędziłam bez nowości, za to w towarzystwie 6 tytułów: 2 typowych klasyków i 4 wydanych po polsku już w XXI wieku. Może jednak części z tych ostatnich przypadnie pozycja nowej klasyki w rankingu Szwedzkiej półki? 🙂

O tym przeczytacie w letnim już wpisie podsumowującym moją czytelniczą wiosnę!

 

1. Vilhem Moberg, IMIGRANCI, przeł. Maria Olszańska

Kiedy utknęłam w tej książce jesienią zeszłego roku, bałam się, że już nigdy do niej nie wrócę. Na szczęście wiosną odrodziła się moja miłość do szwedzkich chłopów ze Smalandii i „Imigrantów” przeczytałam niemal jednym tchem. Jest rok 1850 i rodzina Nilssonów w końcu dopływa do brzegów Ameryki. Czy obcy ląd wita ich z otwartymi ramionami?

Moberg - Imigranci

źródło: szwedzkapolka

Nie do końca. Ziemia obiecana stawia przed nimi wiele wyzwań. Bohaterowie dzielnie się z nimi mierzą sposobami, których nauczyła ich ciężka praca na roli, a potem morderczy rejs przez Atlantyk, o czym czytaliśmy w „Emigrantach”, pierwszej części epickiej tetralogii. Wielu nowy kontynent daje jednak szansę rozpoczęcia drugiego życia i tak rozpustna Ulrika z Västergöhl staje się stateczną żoną i przykładną gospodynią. Powieść Moberga to kolejna książka-świadectwo pewnej epoki i portret określonej społeczności, pełna ludowych mądrości, niekiedy zabawnych archaizmów i uroku staromodnych historii.

2. Majgull Axelsson DROGA DO PIEKŁA, przeł. Halina Thylwe

3. Majgull Axelsson, KWIETNIOWA CZAROWNICA, przeł. Halina Thylwe

O tym, dlaczego te dwa spotkania z prozą Majgull Axelsson były tak udane, pisałam w poprzednim poście. Nie wspomniałam, że powieści Szwedki kojarzą mi się trochę z twórczością Joanny Bator, a przynajmniej jej wałbrzyską trylogią pełną kobiecych postaci, rodzinnych historii, pomieszania planów czasowych i momentami nieco baśniowego klimatu. W „Drodze do piekła” Majgull Axelsson czytamy o Cecylii, pracowniczce szwedzkiej ambasady na Filipinach z długoletnim stażem. Oprócz jej skomplikowanych relacji z matką i mężem poznajemy też kawałek trudnej historii obu krajów. To debiut powieściowy pisarki, w którym już pokazała swój wyjątkowy kunszt w przedstawianiu psychologicznych portretów swoich bohaterów.

Majgull Axelsson - Droga do piekła

źródło: szwedzkapolka

„Kwietniowa czarownica” jest kolejnym potwierdzeniem jej talentu, który prezentuje na przykładzie wielu postaci: przykutej do łóżka przez chorobę, ale i obdarzonej niezwykłymi mocami Desirée oraz jej przybranych sióstr. Relacje łączące te kobiety są szczególnie interesujące. „Kwietniowa czarownica” jest jednocześnie studium wyobcowania, odrzucenia i samotności oraz fragmentem historii powojennej Szwecji. To chyba moja ulubiona z dotąd przeczytanych powieści Axelsson.

Majgull Axelsson -Kwietniowa czarownica

źródło: szwedzkapolka

4. Selma Lagerlöf, GÖSTA BERLING, przeł. Franciszek Mirandola

Zdaję sobie sprawę, że to klasyk nad klasykami i dzieło noblistki, które powinno zachwycać, ale co zrobić, kiedy… nie zachwyca? Niestety nie porwała mnie historia szalonego księdza z Värmlandii i nie potrafiłam się wczuć w neoromantyczny klimat ludowych opowieści. Za dużo w nich ckliwości i bogobojności. Podniosły, pełen patosu styl jest dla mnie nie do przełknięcia.

Selma Lagerlöf - GÖSTA BERLING

źródło: szwedzkapolka

Może to wina tłumaczenia? Niestety nie potrafię docenić ani dawnych obyczajów, ani żaru namiętnej miłości, ani nawet piękna skandynawskiej natury, jeśli ich opis jest ubrany w niewłaściwe, przestylizowane słowa. „Gösta Berling”, który miał być poetycką, magiczną ucztą, okazał się dla mnie irytującą i męczącą lekturą.

5. Zbigniew Kruszyński, SCHWEDENKRÄUTER

Co w ogóle w tym zestawieniu robi książka polskiego autora? Twórczość Zbigniewa Kruszyńskiego jest ściśle związana z jego biografią. Tematem debiutanckiej powieści są doświadczenia lingwisty, który wyemigrował do Szwecji podobnie jak sam autor – filolog i tłumacz. Tym, co urzekło mnie w „Schwedenkräuter”, jest właśnie warstwa językowa.

Zbigniew Kruszyński - SCHWEDENKRÄUTER

źródło: szwedzkapolka

Kruszyński eksperymentuje ze stylem, a jego bohater z życiem w obcym i nieprzyjaznym kraju, próbując wszystkiego, co nowe. Ironiczny, chwilami zabawny, pełen zaskakujących metafor język sprawił, że powieść odebrałam niemal jak poezję. Szwedzkimi ziółkami uwarzonymi przez Kruszyńskiego można się więc naprawdę delektować, chociaż smak emigranckich wspomnień jest raczej gorzki.

6. Jonas Gardell, NIGDY NIE OCIERAJ ŁEZ BEZ RĘKAWICZEK, przeł. K. Tubylewicz

To nie jest miejsce na rozważania o tym, co możemy nazwać klasyką literatury, ale dla mnie trylogia Gardella zasługuje na miano nowej szwedzkiej klasyki. „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek” to wzruszająca historia miłości Rasmusa i Benjamina, której częścią i tłem jest epidemia AIDS panująca w Szwecji w latach osiemdziesiątych. Autor posługuje się oszczędnym, sugestywnym stylem, który tylko potęguje tragizm opisywanych wydarzeń. Książka nie jest typową powieścią, dużo w niej materiałów faktograficznych, które zbliżają ją do przejmującego reportażu.

Jonas Gardell - NIGDY NIE OCIERAJ ŁEZ BEZ RĘKAWICZEK

źródło: szwedzkapolka

Jonas Gardell sam jest jednym z najbardziej znanych gejów w Szwecji i aktywistą na rzecz praw homoseksualistów. „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek” to poruszający traktat o braku tolerancji w kraju, który dziś uważamy za liberalny, a przynajmniej politycznie poprawny. To także piękna historia o dojrzewaniu, oddaniu, wierności i miłości – nie tylko do partnera, ale też rodziców i Boga. Dawno żadna książka mnie tak nie zasmuciła, choć oczywiście są w niej też lżejsze, a nawet zabawne scenki z życia zgranej paczki młodych chłopaków. Bo przede wszystkim nimi byli przecież bohaterowie Gardella, postrzegani przez społeczeństwo tylko jako grzeszni i niegodni akceptacji nosiciele śmiertelnej zarazy.

 

Co wydarzy się na Szwedzkiej półce w drugiej połowie roku? To zależy także od Was. 🙂 Jak zwykle chętnie rozważę polecane przez Was tytuły. Dajcie znać, o czym mielibyście ochotę u mnie poczytać. Sama mam w planie jeszcze kilku klasyków… Szczegóły wkrótce!