Therese Bohman „O ZMIERZCHU”

CZEKAJĄC NA GODOTA

W jednym z tomów „Mojej walki” Karla Ovego Knausgårda pojawia się myśl, że dopiero koło czterdziestki człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że małość i codzienność, które nas otaczają, to wszystko, co mamy. Prawdziwe życie toczy się tu i teraz, a nie w wyobrażonej przyszłości czy nieokreślonym „gdzie indziej”. Choć bohaterka powieści „O zmierzchu” Therese Bohman przekroczyła już wspomniany wiek, nie zrozumiała jeszcze tej prawdy i ciągle czeka na życie, które – jak się jej wydaje – dotarło do wszystkich poza nią.

 

Therese Bohman - O zmierzchu

źródło: szwedzkapolka

KAROLINA ANDERSSON, PROFESOR, HISTORIA SZTUKI

Tabliczka przy drzwiach jej gabinetu bywa powodem do dumy. W chwili, kiedy poznajemy Karolinę, staje się raczej przyczyną refleksji nad trafnością dokonanych w życiu wyborów. Po zakończeniu wieloletniego związku to praca na Uniwersytecie Sztokholmskim jest jedyną treścią jej istnienia. Czy bogate życie intelektualne i towarzyskie, kariera zawodowa i wciąż nieprzemijająca atrakcyjność fizyczna wystarczą, by mogła czuć się szczęśliwa?

Tytuł powieści jest może aż zanadto czytelny – „zmierzch” odnosi się nie tylko do naukowych zainteresowań Karoliny, które obejmują dekadencki koniec XIX wieku. To także schyłek pewnych wartości, które bohaterka obserwuje w otaczającej ją rzeczywistości i we własnym życiu. Nic nie jest pewne ani stałe. Seks, alkohol i sztuka, od których jest uzależniona, nie dają już tyle radości, co kiedyś. Kolejne romanse, w tym z obiecującym doktorantem Antonem, nie przynoszą satysfakcji.

Bohaterka „O zmierzchu” ze smutkiem odkrywa, że nie potrafi już też przeżywać sztuki tak intensywnie, jak młody kochanek. Nie wierzy w Boga, w żadną wspólnotę, ani w nic większego od siebie. Nie przepada nawet za Sztokholmem, choć niekwestionowany urok stolicy i tak przeziera z kart powieści, jak gdyby napisał ją współczesny Söderberg. Karolina obserwuje zwykłych ludzi rozpieszczanych przez zwykłe życie i świat, w którym wyczerpują się wszelkie ideologie, a nawet szwedzki model państwa opiekuńczego.

 

Therese Bohman - O zmierzchu

źródło: szwedzkapolka

O ZMIERZCHU, O SAMOTNOŚCI, O NAS

„O zmierzchu” to w zasadzie teatr jednego aktora, a mówiąc ściślej: aktorki. Niespełniona kobieta w średnim wieku to postać wyeksploatowana we współczesnej kulturze do granic możliwości. U Bohman nie znajdziemy szczególnie odkrywczej realizacji tego motywu, ale i sztuczności, która irytuje w książkach z niższej półki. Język Karoliny brzmi na tyle prosto i naturalnie, że jesteśmy w stanie uwierzyć, że ktoś taki naprawdę istnieje i tak właśnie myśli i czuje.

Niełatwo spojrzeć na powieść chłodnym okiem, bez oceniania postępowania bohaterki. Czytając zapis jej refleksji i przeżyć, automatycznie przejmujemy punkt widzenia Karoliny i całą gamę niezbyt pozytywnych emocji: gorycz, rozczarowanie, a przede wszystkim samotność. Czy czułaby się inaczej, mając męża, dzieci i „normalny” dom? Czasem wydaje jej się, że tak. Czy wtedy nie żałowałaby porzucenia kariery i wolności? Może. Może po prostu jest taka, jak większość z nas, pragnących mieć w życiu wszystko?

Powieść „O zmierzchu” rywalizowała w 2016 roku o Nagrodę Augusta, którą przyznano „Poliglotycznym kochankom” Liny Wolff. Trudno nie zauważyć podobieństw między tymi książkami. Obie traktują o plagach naszych czasów: skomplikowanych związkach, samotności i próbach znalezienia w tym wszystkim własnego miejsca. W moim odbiorze powieść Bohman jest jednak bardziej udana. Przedstawiając tylko jedną bohaterkę, autorka potrafiła nakreślić jej głęboki i przekonujący portret psychologiczny. Wnikanie w intymny świat Karoliny okazuje się całkiem przyjemną czytelniczą wycieczką, choć nieuchronnie prowadzącą ku melancholii.

 

Therese Bohman, O zmierzchu, tłum. Justyna Czechowska, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2019.