Wyrzucać czy nie wyrzucać?

Profil tego bloga wymaga ode mnie zabrania głosu w sprawie głośnej książki Margarety Magnusson „Döstädning” wydanej po polsku pod tytułem „Sztuka porządkowania życia po szwedzku”. Myśląc o niej, trudno mi jednak oderwać się od skojarzeń z inną popularną pozycją nagrodzoną w zeszłym roku Nagrodą Literacką „Nike” i Paszportem „Polityki”, czyli z „Rzeczami, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy. Książki bardzo różnią się od siebie stylem i podejściem autorów do tematu, który jednak je łączy. To odchodzenie bliskich nam osób i los przedmiotów, które po sobie pozostawiają. Co z nimi zrobić? Wyrzucać czy nie wyrzucać?

 

Magnusson - Sztuka porządkowania życia po szwedzku

źródło: szwedzkapolka

 

Margareta Magnusson chce zapobiec tym dylematom. Radzi zacząć porządki od siebie i zawczasu pozbyć się wszystkich zbędnych rzeczy, niezależnie od tego, ile mamy lat. W „Sztuce porządkowania życia po szwedzku” szczegółowo wskazuje, jak przeprowadzić dość radykalną selekcję przedmiotów, które w dobie konsumpcjonizmu gromadzimy w nadmiarze. To wszystko prawda – kupujemy za dużo, a sprzątamy za mało. Tylko dlaczego zdaniem Szwedki ma to zapewnić naszym bliskim zachowanie po nas wyłącznie dobrych wspomnień? Czy przeglądanie ubrań, książek i pamiątek rzeczywiście sprawi im tak duży kłopot, a dla nas śmierć w niemal pustym mieszkaniu naprawdę będzie lżejsza?

To, co Magnusson traktuje jak brzemię, którym obarczamy naszą rodzinę, dla Wichy jest punktem wyjścia do zrozumienia jej losu. Porządkując rzeczy zmarłej matki, z którą łączyła go skomplikowana relacja, w końcu lepiej ją poznaje. Wspomnienia nie zawsze są przyjemne, podobnie jak epoka, w której żyli rodzice Wichy, a on sam urodził się i dorastał. Przedmioty codziennego użytku, którym wartości nadawał trudny proces ich zdobywania, budują błyskotliwe minieseje o realiach życia polskiej inteligencji w PRL-u.

 

Magnusson - Sztuka porządkowania życia po szwedzku

 

Czy w tych dwóch niewielkich książkach odbijają się nasze stereotypowe cechy narodowe: polski sentymentalizm i szwedzki pragmatyzm? To zbyt daleko idący wniosek, ale chyba jest w nim ziarno prawdy. „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” nie nazwałabym jednak sentymentalnymi – jest w nich raczej nieśmiała czułość przeplatana dyskretnym, ironicznym humorem. Pragmatyzm w wydaniu Margarety Magnusson nie jest zaś pozbawiony ciepłych uczuć, a czasami wręcz infantylnego tonu, który przypomina popularne niedawno publikacje o lagom. Podobnie zresztą jak w nich, w „Sztuce porządkowania życia po szwedzku” z nieznanych dla mnie przyczyn pojawiają się… przepisy kulinarne.

O stylu Marcina Wichy napisano już wiele: doskonale lapidarny, ujmująco anegdotyczny, trafiający prostymi słowami w samo sedno. Mnie pozostaje tylko się pod tym podpisać i przypomnieć mój ulubiony rozdział „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”. Autor odtwarza w nim dzieje powojennej Polski na podstawie… okładek książek wydawanych od lat 40. do 90., które znalazł w biblioteczce matki. Czy poznalibyśmy tę historię, gdyby Joanna Rabanowska-Wicha posłuchała rad Margarety Magnusson?

 

Margareta Magnusson, Sztuka porządkowania życia po szwedzku. Jak sprawić, żeby bliscy zachowali po nas wyłącznie dobre wspomnienia, tłum. Jerzy Malinowski, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2018.

Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2018.

 

Za egzemplarz recenzencki książki Margarety Magnusson dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.