Stefan Ahnhem OFIARA BEZ TWARZY

Stefan Ahnhem, Ofiara bez twarzy, przeł. Ewa Wojciechowska, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2016.

SZKOLNY KRYMINAŁ

Już wcześniej wspominałam o tym, że nie jestem doświadczoną czytelniczką kryminałów, właściwie to zaczęłam po nie sięgać dopiero z miłości do Szwecji. Nawet na podstawie zaledwie kilkunastu przeczytanych powieści kryminalnych można jednak łatwo dostrzec rządzące nimi prawidła. „Ofiara bez twarzy” Stefana Ahnhema jest ich idealną realizacją, solidnym kryminałem, który wzorowo spełnia wymagania gatunku. Książka trzyma w napięciu, stopniowo poznajemy kolejne elementy układanki, które składają się w sensowną całość. Każdy wątek jest potrzebny i od początku do końca logicznie uzasadniony. Czy to jednak wystarczy, by w pełni zadowolić współczesnego czytelnika, który może przebierać w kryminałach zalewających rynek wydawniczy?

Stefan Ahnhem - Ofiara bez twarzy

Pierwszą ofiarą mordercy jest nauczyciel, bohaterami powieści są byli uczniowie jednej klasy, a część akcji toczy się w ich dawnej szkole. „Ofiara bez twarzy” utrzymana jest w szkolnym klimacie nie tylko jeśli chodzi o fabułę, która jest wciągająca i stanowi jeden z dużych atutów książki. Schemat wzorcowej powieści kryminalnej jest zrealizowany bezbłędnie, jakby od linijki. W książce nie ma jednak nic, wykraczałoby poza przyjęte ramy. Choć doceniam solidny warsztat Ahnhema, w jego książce brakowało mi trochę lekkości i polotu. Niestety nawet najsprawniejszy rzemieślnik to nie to samo, co artysta.

Akcja powieści toczy się głównie w leżącym nad cieśniną Sund Helsingborgu. Mamy zatem nieco skańskiego kolorytu, choć nie zmartwiłabym się, gdyby było go trochę więcej. Stefan Ahnhem przedstawia siebie jako spadkobiercę zarówno skandynawskiej, jak i amerykańskiej tradycji opowiadania kryminalnych historii, co bardzo dobrze widać w jego pierwszej książce. Szczególnie silne wydają się inspiracje twórczością Henninga Mankella, co wcale nie dziwi, jeśli wiemy, że Ahnhem jest autorem scenariusza serialu „Wallander”. „Ofiara bez twarzy” przywołuje też miłe skojarzenia z „Mostem nad Sundem”, bo przy rozwiązywaniu zagadki tajemniczych morderstw szwedzka policja współpracuje z duńską.

Główny bohater książki, inspektor Fabian Risk ma być w zamierzeniu autora nowoczesnym facetem z problemami rodzinnymi, które mogą się przytrafić każdemu z nas. Ahnhemowi należy się plus za to, że stworzył postać policjanta z ludzką twarzą, który nie lubi nosić broni i może okazywać strach. Zwyczajność Riska sprawia jednak, że w bohaterze nie ma nic frapującego, bo dręczące go sprawy wszyscy doskonale znamy. Niestety nie potrafiłam zżyć się z postacią, która pozostawia mnie emocjonalnie obojętną. Irytująca swoją głupotą Erika Falck z sagi o Fjällbace Camilli Läckberg potrafiła przynajmniej wzbudzić we mnie jakieś uczucia. Fabian Risk jest dla mnie po prostu nijaki i nudnawy. Miło, że chociaż słucha dobrej muzyki.

Podczas spotkania ze Stefanem Ahnhemem w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału autor przyznał, że pisząc, cały czas myśli o swoich czytelnikach. Ja czytając „Ofiarę bez twarzy”, nieustannie myślałam o autorze – o tym, jak bardzo się stara, by każdy rozdział był fascynujący. Nie potrafiłam uwierzyć w opisywaną historię i przenieść się w tamten świat, tylko zastanawiałam się, co jego twórca dalej wymyśli, jak poprowadzi dany wątek. Przez całą lekturę towarzyszyło mi niezbyt przyjemne poczucie sztuczności i dystansu do opisywanych zdarzeń. Zupełnie tak, jakby opowieść nie płynęła swoim torem, ale była ukierunkowana tylko na potrzeby głodnego wrażeń czytelnika.

Stefan Ahnhem pracuje obecnie nad czwartą częścią serii, która w Szwecji ukaże się jesienią przyszłego roku. Czy sięgnę po kolejne książki  o Fabianie Risku? Może tak, jeśli będę miała ochotę na porządny kryminał z logicznym zakończeniem albo literacki obrazek ze Skanii. Poza tym trochę mnie ciekawi, czy postać głównego bohatera jakoś ewoluuje. Każda kolejna powieść kryminalna budzi jednak we mnie niepokojącą myśl, że może na tym powinnam skończyć swoją przygodę z deckare… Bo jak tu mieć czelność żądać, żeby kryminał był czymś innym niż samym sobą?