ROZMÓWKI SZWEDZKIE Józef Trypućko

Józef Trypućko, Rozmówki szwedzkie, Wiedza Powszechna, Warszawa 1966.

SŁODKA RAMOTKA

Chciałam napisać, że od tej książki zaczęła się moja nauka szwedzkiego, ale nie do końca byłoby to prawdą. Trudno przecież nazwać nauką podczytywanie sobie dla śmiechu „Rozmówek szwedzkich”. W ogóle niełatwo chyba nadać nazwę zjawisku (a może już schorzeniu…;)) polegającym na upatrywaniu komizmu w książce, której przeznaczenie jest czysto użytkowe. Ciekawe, co powiedziałby Józef Trypućko, gdyby dowiedział się, że czytuję jego „Rozmówki  szwedzkie” jako zbiór językowych żartów?

Rozmówki szwedzkie

Pewnie trochę by się zdziwił, bo słowa i sformułowania, które dziś mnie śmieszą, pół wieku temu były elementami codziennej, a przynajmniej wzorcowej komunikacji. Współcześnie wiele zwrotów brzmi przesadnie uprzejmie czy oficjalnie. Zabawne jest też upodobanie autora do zdrobnień, zwłaszcza części garderoby.

„Chciałbym kupić parę bucików”

„Chciałabym dostać kilka par majteczek”

„Czy mogę oddać buciki do czyszczenia?”

Na osobne słowa pochwały zasługują satyryczne rysunki Mikołaja Portusa, które idealnie wpisują się w staroświecki ton rozmówek.  Bardzo ciekawe wydaje mi się to, że podręcznik do nauki szwedzkiego pokazuje urodę i ewolucję polszczyzny. Na przykładzie rozmówek doskonale też widać, jak język odzwierciedla przemiany obyczajowe, kulturowe i cywilizacyjne, które zaszły w ciągu 50 lat od wydania książeczki Trypućki. Czy Wy też się uśmiechacie, czytając o sytuacjach i przedmiotach, z którymi dziś zwyczajnie nie mamy już do czynienia?

„Czy żona zostaje w domu, czy ma jakąś pracę?”

„Proszę o 10 arkuszy papieru do maszyny”

„Chciałbym zamówić rozmowę z Warszawą nr…”

„Czy ma pan żurnal?”

„Proszę wysuszyć mi włosy aparatem elektrycznym”