NIKT MNIE NIE MA – książka czy film?

Åsa Linderborg, Nikt mnie nie ma, przeł. Halina Thylwe, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017.
Kjell-Åke Andersson, Mig äger ingen, 2013.

Pamiętacie moje jesienne zachwyty nad autobiograficzną powieścią Åsy Linderborg „Nikt mnie nie ma”? Nowym i nieuważnym czytelnikom bloga polecam listopadowy wpis. Wszystkim zaś przypominam, że intymna książka o trudnej relacji między dojrzewającą dziewczynką a ojcem alkoholikiem osadzona w robotniczej Szwecji lat 70. wywarła na mnie spore wrażenie.

Mig äger ingen - Nikt mnie nie ma

Co mogę powiedzieć o filmie? Przede wszystkim to, że należy on do Mikaela Persbrandta. Szwedzki aktor doskonale wcielił się w główną rolę, za którą w 2014 roku otrzymał Złotego Żuka. Filmowy ojciec Lisy (a nie Åsy) ma na imię Hasse. Autorka powieści, w oparciu o którą powstał scenariusz „Mig äger ingen” („Nobody owns me”), poprosiła o zmianę imion bohaterów, którzy jej zdaniem odbiegają od książkowych, a więc de facto tych prawdziwych postaci. Pomijając szczegóły fabularne, które na potrzeby ekranizacji zwykle nieco się modyfikuje, dla mnie najważniejsza była zmiana stosunku bohaterki do ojca, a przez to całego ładunku emocjonalnego filmu.

Mig äger ingen - Mikael Persbrandt

źródło: Netflix

Dorastająca Lisa wydała mi się bardziej krytyczna wobec Hassego niż bezwarunkowo kochająca Leifa Åsa, którą momentami aż trudno było mi zrozumieć. Większe wrażenie zrobiły też na mnie sceny przedstawiające nałóg alkoholowy Hassego – jego wstyd, rozpacz i bezsilność. Filmowy bohater to przede wszystkim kochający, choć nieudolny ojciec, w mniejszym stopniu zaangażowany pracownik, co tak mocno podkreślała autorka książki. W efekcie film odebrałam jako bardziej przygnębiający. Powieść Linderborg skupia się w większości na pozytywnych wspomnieniach autorki z dzieciństwa i zostawia czytelnika z nadzieją, że można jeszcze do nich wrócić w dorosłym życiu.  Twórcy „Mig äger ingen” bardzo dobitnie przedstawili natomiast upadek człowieka i rozpad najbliższych, najważniejszych relacji.

Mig äger ingen - Mikael Persbrandt

źródło: Aftonbladet

Nie zmienia to jednak faktu, że film Kjella-Åkego Anderssona uważam za bardzo dobry i zdecydowanie warty obejrzenia – czy to poprzedzony lekturą, czy też nie. Oprócz wspaniałego aktorstwa (w rolę Lisy na różnych etapach życia wcieliły się trzy świetne aktorki – Ping Mon Wallén, Saga Samuelsson  i Ida Engvoll, znana m.in. z „Mężczyzny imieniem Ove” czy „Bonusfamiljen”) na wzmiankę zasługuje też obraz Szwecji lat 70. Robotnicze manifestacje na tle szarych bloków ogląda się bardzo dobrze. Położone w różnych rejonach Szwecji Göteborg, Trollhättan, Piteå and Luleå, gdzie kręcone były sceny filmu, z powodzeniem zastąpiły powieściowe Västerås. Książka i film mogą zatem funkcjonować jako dwa odrębne byty, które z nieco innego punktu widzenia opowiadają tę samą, przejmującą historię.