Niklas Orrenius “STRZAŁY W KOPENHADZE”

ODA DO WOLNOŚCI

Wolność słowa jest dla nas jak powietrze. Żyjąc w demokratycznej Europie, przyzwyczailiśmy się do tej wartości, która gwarantuje swobodę ekspresji i brak cenzury. W dobie rosnących w siłę nacjonalizmów i globalnych zagrożeń jej status przestaje być jednak oczywisty. Czym zatem jest wolność słowa w wielokulturowym społeczeństwie? Odpowiedź na to pytanie próbuje znaleźć Niklas Orrenius w reportażu „Strzały w Kopenhadze”, przyglądając się szwedzkim realiom politycznym, tematom tabu i całej naszej trudnej epoce.

 

Niklas Orrenius - Strzały w Kopenhadze

 

Niklas Orrenius, dziennikarz związany z jednym z czołowych szwedzkich dzienników, Dagens Nyheter, od lat zajmuje się różnego rodzaju ekstremizmami. Nominowane w 2016 roku do Nagrody Augusta „Strzały w Kopenhadze” poświęcił islamskim radykałom i skrajnej prawicy. Przedstawiciele obu ideologii stanowią dla Szwecji takie samo zagrożenie. Orrenius pisze o jego rozmaitych aspektach, zaczynając od tytułowego wydarzenia, czyli ataku na kontrowersyjnego artystę Larsa Vilksa, autora rysunku „Prorok Mahomet jako pies na rondzie”. Po publikacji karykatury Vilks znalazł się na celowniku islamskich organizacji terrorystycznych i budzi niechęć wśród wielu Szwedów, choć państwo przyznało mu ochronę policji i pomoc w ukrywaniu się w kolejnych azylach.

LARS VILKS KONTRA ŚWIAT

Orrenius przez rok towarzyszy temu więźniowi we własnym kraju i spotyka się z ludźmi związanymi z kulturą, sztuką, polityką i religią. Tworzy wokół Vilksa sieć powiązań, która rozciąga się daleko poza granice Szwecji. Zestawia działalność rysownika z twórczością innych artystów krytykujących religię muzułmanów, m.in. Salmana Rushdiego i zastanawia się nad tym, czy sztuka powinna być wolna zawsze, czy tylko wtedy, kiedy służy dobru społecznemu. Jakie pożytki czerpiemy z karykatur Mahometa? I czy to pytanie ma w ogóle sens, jeśli przyjąć, że sztuka jest wartością samą w sobie?

Autor „Strzałów w Kopenhadze” wiele pisze o nacjonalistycznej partii Szwedzkich Demokratów, która ma coraz większe poparcie i coraz głośniej domaga się bardziej restrykcyjnej polityki imigracyjnej. Spotyka się też ze zwykłymi Szwedami, którzy tęsknią za poukładanym, czarno-białym światem. Może Prawo Jante jest wiecznie żywe i nieprzychylność wobec Vilksa to kwestia szwedzkiej niechęci do wyróżniania się? Trudnych pytań i nieoczywistych odpowiedzi jest w tej niezwykle aktualnej książce znacznie więcej. Dotyczą one przede wszystkim strachu przed innymi, zagubienia w świecie nieznanych norm i prób budowania nowej szwedzkiej tożsamości.

JAKICH SŁÓW POTRZEBA NAM DZIŚ?

Choć „Strzały w Kopenhadze” to obiektywny reportaż, swoją postawą Orrenius opowiada się po stronie wolności słowa, a więc niejako po stronie Larsa Vilksa. Mimo wielu nieprzyjemności i niebezpieczeństw, jakich doświadczył na skutek zajmowania się sprawą artysty, nadal bierze czynny udział w debacie publicznej. W najbliższą sobotę, 27.10 o wolności słowa, demokracji i poszukiwaniu prawdy porozmawia z pisarką i reportażystką Elisabeth Åsbrink oraz tłumaczką Katarzyną Tubylewicz. Ta ostatnia poświęciła zresztą reporterowi i radioaktywnemu artyście rozdział własnej, znakomitej książki „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie”.

Spotkanie pod znamiennym tytułem „Jakich słów potrzeba nam dziś?” odbędzie się w ramach 22. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. Mam nadzieję, że rozmowa będzie uzupełnieniem książki, która – choć rzetelna i przemyślana – nie może wyczerpać tematu, z którym mierzą się dziś całe społeczeństwa.

 

Niklas Orrenius, Strzały w Kopenhadze, przeł. Katarzyna Tubylewicz, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018.

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.