Marie Lundquist PISANE NA KAMIENIACH

Marie Lundquist, Pisane na kamieniach, przeł. Zbigniew Kruszyński, Zeszyty Literackie, Warszawa 2015.

LOKATORKA WŁASNEJ MOWY

Niełatwo pisać o poezji językiem prozy. Szczególnie wtedy, gdy poezja jest kwintesencją tego, z czym ją kojarzymy: poszukiwaniem własnego języka i próbą nazwania na nowo rzeczy dobrze nam znanych. Każdy komentarz wydaje się tu zbędny, bo jest zewnętrzny wobec stworzonego przez autora mikroświata. Próbując go przetłumaczyć, zwykle dostajemy to samo: miłość i nienawiść, bliskość i samotność, dzień i noc, jawę i sen, życie i śmierć. Wszystko jest przecież poezją.

W uniwersum poezji Marie Lundquist na szczególne wyróżnienie zasługuje pojawiające się w kilku wierszach „naczynie”. Jestem naczyniem / gdzie przechowuje się opowieści – czytamy w tomie „Pisane na kamieniach”. W innych wierszach podmiot liryczny nazywa się lokatorką własnej mowy czy wdową po tylu językach. Jak bumerang powraca w tej poezji motyw języka, jego przekazywania i utrwalania. Czy poeta jest skrybą zapisującym dla potomnych doświadczenia całej ludzkości? A może niewielkim naczyniem, w którym zmieszczą się tylko intymne impresje wyrażone własnymi słowami?

Miłą niespodzianką jest wiersz dedykowany Witoldowi Gombrowiczowi, którego twórczość będąca nieustannym poszukiwaniem języka, mogła stanowić dla autorki inspirację. W jej „naczyniu” jest przecież wiele z Gombrowiczowskiej „formy”. Oboje autorów łączy determinizm i konsekwencja w odkrywaniu literackiej przestrzeni do wyrażania siebie.

Marie Lundquist zadebiutowała dopiero po czterdziestce, wcześniej przez kilkanaście lat pracowała w bibliotece. To w otoczeniu literatury powstawały jej wiersze tak bliskie ludzkiej naturze: o własnej niepewności i małości, o poszukiwaniu przynależności, o poczuciu winy, o próbach zrozumienia śmierci. Oszczędna w słowa, ale bogata w znaczenia, skondensowana poezja Szwedki na długo pozostaje w pamięci, która jest niedoskonałym naczyniem do przechowywania myśli. Może lepiej zapisać je na kamieniach?