Majgull Axelsson „JA NIE JESTEM MIRIAM”

Czytałam już kilka książek o Żydach, którzy wskutek tragicznych meandrów historii trafili do Szwecji – tuż po wojnie („W lesie wiedeńskim wciąż szumią drzewa”) albo po wydarzeniach marcowych („Wygnani do raju. Szwedzki azyl”, „Dom z dwiema wieżami”). Trudno sobie wyobrazić, żeby ich los był dla kogoś przedmiotem pożądania. Bohaterka powieści Majgull Axelsson „Ja nie jestem Miriam” przyjmuje jednak żydowską tożsamość, bo jej własna, romska wiążę się z jeszcze większym piętnem.

 

Majgull Axelsson - Ja nie jestem Miriam

źródło: szwedzkapolka

 

Z OBOZOWEGO PIEKŁA DO SZWEDZKIEGO „RAJU”

Romskie pochodzenie to stygmat, który pali nie tylko w obozach koncentracyjnych, gdzie Cyganie znajdowali się na samym dnie hierarchii wśród więźniów. Stanowił brzemię nawet po ocaleniu z niewysłowionego piekła. Do 1954 roku Szwecja zakazywała wstępu do swojego kraju Romom, pogardliwie nazywanych tattare. Przecież mogliby obrócić wniwecz tę pieczołowicie budowaną nieskazitelność, a tego Szwedzi naturalnie by nie znieśli! – mówi rozgoryczona Miriam, która wyznaje wnuczce prawdę o swoim pochodzeniu dopiero w wieku 85 lat.

Akcja powieści Majgull Axelsson toczy się w dwóch planach czasowych, co jest typowe dla twórczości autorki, choć „Ja nie jestem Miriam” zajmuje w niej wyjątkową pozycję. Mimo że bohaterka jest postacią fikcyjną, książka w największym stopniu nawiązuje do ciemnych kart historii, które pisarka wcześniej zgłębiła. Miriam poznajemy jako starszą kobietę, wieloletnią mieszkankę Nässjö, wdowę po szanowanym dentyście, kochaną matkę, babcię i prababcię. Pod tą fasadą kryje jednak bolesną tajemnicę, którą wyjawia swojej wnuczce, Camilli. Wraz z jej opowieścią przenosimy się do Auschwitz, a później do Ravensbrück. Bohaterka trafia do obozu wraz z bratem Didim jako romska dziewczynka Malika, a udaje jej się go opuścić jako Miriam Goldberg, odartej z wszelkiej godności Żydówce.

Autorka prowadzi nas przez koszmar obozów koncentracyjnych bez patosu czy kiczu i z właściwą sobie subtelną wirtuozerią pokazuje, jak tworzy się nowa tożsamość dziewczynki. Przybrane imię pozwala jej przeżyć, choć życie w powojennej Szwecji dla wszelkich „innych” nie jest usłane różami. Zamieszki przeciwko Romom, które wybuchły w Jönköping w 1948 roku, nie są jedyną chwilą, kiedy bohaterka musi mierzyć się z pamięcią o swoim prawdziwym ja. Axelsson z premedytacją wyciąga niechlubne fakty ze szwedzkiej historii i zderza powojenną rzeczywistość z naszymi dzisiejszymi, małymi problemami. „Ja nie jestem Miriam” staje się nie tylko wspaniałą lekcją historii, ale i pokory i tolerancji.

 

Majgull Axelsson - Ja nie jestem Miriam

źródło: szwedzkapolka

NAJLEPSZA KSIĄŻKA MAJGULL AXELSSON?

Czy „Ja nie jestem Miriam” to najlepsza powieść w dorobku Axelsson? Za taką uważa ją sama autorka. Odpowiedź zależy jednak chyba od tego, czego kto szuka w literaturze. Dla mnie to na pewno najbardziej poruszająca, najsmutniejsza i pewnie najlepiej zapadająca w pamięć książka pisarki. Literacko jest jednak mniej skomplikowana niż inne jej powieści. Mamy w niej tylko jedną główną bohaterkę, której portret psychologiczny był jakby gotowy – to głęboko zraniona, straumatyzowana osoba, której bronią jest wyparcie własnej tożsamości. Książka nie zaskakuje też fabułą, bo od początku wiemy, że Miriam uda się przetrwać obozowe piekło i znaleźć w Szwecji azyl na resztę długiego, względnie szczęśliwego życia.

Nie są to oczywiście zarzuty wobec powieści, ale aspekty, które wyróżniają ją na tle dorobku autorki. „Pępowina” czy „Kwietniowa czarownica” nie podziałały tak mocno na moje uczucia, ale wydawały mi się bardziej wysublimowane literacko. „Ja nie jestem Miriam” musiała być jednak formalnie prosta, bo wystarczająco trudne są tematy, o których traktuje. Na pewno zapamiętam ją jako mocną, wzruszającą powieść, godną polecenia każdemu, kto szuka w książkach ludzkiego wymiaru okrutnej historii.

 

Majgull Axelsson, Ja nie jestem Miriam, przeł. Halina Thylwe, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.