Lukas Moodysson WE ARE THE BEST

Lukas Moodysson, We Are the Best! (Vi är bäst!), 2013.

DZIECI Z BULLERBYN GRAJĄ PUNKA

Trudno wyznaczyć wyraźny kierunek rozwoju twórczości Lukasa Moodyssona, bo reżyser zaskakuje właściwie każdym kolejnym filmem. Można powiedzieć, że „We Are the Best!” jest jak na tego twórcę… zaskakująco zwyczajny.

We Are the Best!IMD

źródło: IMDb

Poprzednim filmem Moodyssona był wysokobudżetowy, anglojęzyczny „Mamut” z udziałem takich gwiazd, jak Michelle Williams i Gael García Bernal. Wcześniej powstały eksperymentalne „Dziura w sercu” i „Kontener”, a przed nimi dramat o handlu ludźmi „Lilja 4-ever”. Reżyser debiutował zaś głośnym „Fucking Åmal” o dojrzewaniu dwóch nastolatek, potem nakręcił też obraz o życiu w hippisowskiej wspólnocie „Tylko razem”.

Filmowi „We Are the Best!” najbliżej jest chyba do początków dorobku Moodyssona. Reżyser znów podejmuje temat dorastania, ale przedstawia go w zdecydowanie jaśniejszych barwach. Bohaterki ostatniego filmu, Bobo, Klara i Hedvig ze Sztokholmu, nie mają tylu problemów, co Agnes i Elin z zapomnianego Åmål. Są też od nich trochę młodsze, mają 13 lat i jeszcze nie do końca pożegnały się z dzieciństwem, które w gruncie rzeczy w szwedzkich realiach lat 80. jest tak samo beztroskie, jak to w „Dzieciach z Bullerbyn”.

Bobo i Klara zakładają zespół punkowy, chociaż nie potrafią grać na żadnym instrumencie ani nie są zaangażowane w żadne poważne sprawy wielkiego świata. Przeciw czemu tu się buntować, kiedy jedynym problemem jest brzydka fryzura? Ach, są jeszcze znienawidzone lekcje WF-u, które owocują przebojem… „Wredny sport”. Prawdziwe dramaty, jak np. rozwód rodziców są jedynie sygnalizowane gdzieś w tle. Zasadniczo dorośli nie stanowią problemu, zresztą oni sami chyba nadal chcą być dziećmi, kiedy grają w butelkę albo przyłączają się do domowych koncertów na odwróconych garnkach (w tej uroczej scenie David Dencik, którego najlepiej zapamiętałam z roli w „Hotelu”, jako ojciec Klary gra na klarnecie).

Bunt bohaterów jest jeszcze dziecinny i bardzo naiwny, a przez to komiczny. Słowa innej piosenki, „Breżniew, Regan, fuck off!” brzmią w ich wykonaniu po prostu śmiesznie. Film całościowo jest dosyć zabawny i przyjemny w odbiorze. Moodysson patrzy na postacie z ciepłem i ironią, w której nie ma grama zjadliwości. Widać, że reżyser lubi swoje bohaterki, co łatwo udziela się także widzowi.

„We Are the Best!” to dość konwencjonalny film o dojrzewaniu, przyjaźni, szukaniu siebie i pierwszych próbach samookreślenia, któremu łatwo zarzucić wtórność i sentymentalizm. Nie można mu jednak odebrać uroku utworów o dzieciństwie i dorastaniu, od których Szwedzi są przecież specjalistami. Pogodny, niepozbawiony humoru film nie jest żadnym przełomem w twórczości Moodyssona, ale udanym obrazem świata widzianego z perspektywy dziecka, a zwłaszcza relacji między rówieśnikami i pokoleniami.