Johanna Mo TAK SOBIE WYOBRAŻAŁAM ŚMIERĆ

Johanna Mo, Tak sobie wyobrażałam śmierć, przeł. Alicja Rosenau, Editio Black, Gliwice 2017.

ŚMIERĆ PRZYJEŻDŻA METREM

Sztokholmskie metro słynie z oryginalnego wystroju stacji pełnych kolorowych grafik, instalacji i rzeźb wykonanych przez utalentowanych twórców. Czy w artystycznym klimacie tej najdłuższej galerii sztuki na świecie może wydarzyć się coś złego?

W powieści kryminalnej Johanny Mo „Tak sobie wyobrażałam śmierć” świadkami tragicznych wydarzeń stają się południowe, mniej reprezentacyjne stacje oddalone od centrum Sztokholmu: Sandsborg, Globen i Stureby. To tam dochodzi do morderstw, które musi wyjaśnić komisarz Helena Mobacke. Doświadczona policjantka dopiero co wróciła do pracy po długiej przerwie spowodowanej żałobą po śmierci syna. Jak poradzi sobie z niełatwym śledztwem i własnym nieustającym bólem?

Johanna Mo

Mimo że akcja książki obejmuje zaledwie kilka sierpniowych dni, nie mamy wrażania, że toczy się w zawrotnym tempie. Spowalniają ją przemyślenia i wspomnienia głównej bohaterki, która cierpi po stracie syna. Helena Mobacke dołącza tym samym do niemałego grona literackich postaci śledczych, dla których praca jest lekarstwem na osobistą traumę. Wydaje się, że Johannie Mo udało się przedstawić realistyczny obraz kobiety pogrążonej w smutku, zadręczającej się myślami o nieżyjącym synu. Poza tym jednak wiemy o Helenie bardzo niewiele, a z samego cierpienia i matczynej miłości nie da się stworzyć w pełni wiarygodnej postaci. Mam nadzieję, że bardziej pogłębiony wizerunek głównej bohaterki przyniosą kolejne części cyklu (w Szwecji ukazały się łącznie już trzy). Życiowa sytuacja Heleny wpływa nie tylko na tempo, ale i klimat powieści, która jest naprawdę przygnębiająca. Typowy sposób prowadzenia dochodzenia, polegający na eliminowaniu kolejnych podejrzanych, śledzi się jednak z zainteresowaniem. Stopniowo dowiadujemy się o nowych szczegółach, które budują przyjemne napięcie.

Miłymi odkryciami były też dla mnie pewne szwedzkie ciekawostki. Tytuł swojej książki Johanna Mo pożyczyła z wiersza „Döden tänkte jag mig så” pisarza i poety Bo Setterlinda. W toku poszukiwań „mordercy z metra” czy „mężczyzny w kapturze” wspomniany jest też „mężczyzna z laserem” (Lasermannen), o którym już pisałam oraz Hagamannen – seryjny gwałciciel dopuszczający się napaści seksualnych w latach 1998-2005 w dzielnicy Haga miasta Umeå. W książce pojawia się też wątek polski, w którym przedstawiciel naszego kraju jest niestety ukazany bardzo stereotypowo. Andrzej Szymanski to zakompleksiony homofob, który nie waha się wymierzyć ciosu każdemu, kto mu podpadnie. Mam nadzieję, że ta postać nie miała ilustrować sposobu postrzegania Polaków przez Szwedów…

Pierwsza część serii o komisarz Helenie Mobacke to debiut kryminalny autorki dwóch powieści ciepło przyjętych przez szwedzką krytykę. Nie jest to książka na miarę kryminałów Mankella, w których znajdziemy dużo wątków pobocznych oraz odniesień do spraw politycznych i społecznych. U Johanny Mo akcja toczy się jednotorowo, ale w logiczny i przemyślany sposób, niczym pociąg metra, który zmierza od stacji do stacji według ustalonego planu. Autorka to bez wątpienia zdolna pisarka, co widać po stylu powieści, który pozostaje bez zarzutu. Wierzę, że „Tak sobie wyobrażałam śmierć” to dopiero początek kolejnej udanej serii kryminalnej.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Editio.