Henning Mankell PSY Z RYGI

Henning Mankell, Psy z Rygi, przeł. Grażyna Ludvigsson, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2016.

POZA SZWECJĄ

Åsa Larsson rozczarowała mnie pierwszą książką swojego cyklu, Stefan Ahnhem przynajmniej nie zniechęcił, a Henning Mankell zaciekawił na tyle, że przeczytałam już drugą część jego serii powieści kryminalnych o policjancie Kurcie Wallanderze z Ystad. Akcja „Psów z Rygi” nie toczy się jednak w Szwecji, ale głównie na pogrążonej w chaosie Łotwie tuż po rozpadzie ZSRR. Czym dziś może nas zainteresować książka wydana w 1992 roku, traktująca o atmosferze politycznej byłych republik radzieckich?

Henning Mankell - Psy z Rygi

Literatura polska przyzwyczaiła nas do historii o zniewolonym narodzie. W najnowszych dziejach Szwecji próżno jednak szukać okresu zależności państwa od silniejszych mocarstw. Nastroju permanentnej inwigilacji, donosów, chorej podejrzliwości nawet wobec najbliższych i korupcji na najwyższych szczeblach władzy Henning Mankell nie znalazł zatem w swojej ojczyźnie, ale na Łotwie początku lat 90. XX wieku. To z tego kraju, który dopiero z trudem podnosi się spod radzieckiego jarzma, pochodzą ofiary morderstwa. Żeby wyjaśnić zagadkę ciał dwóch mężczyzn, które przypływają na pontonie w okolice Ystad, Kurt Wallander udaje się do Rygi.

Jak autor pochodzący ze spokojnej i dostatniej Skandynawii poradził sobie z oddaniem klimatu strachu o własne bezpieczeństwo i nieufności wobec władzy? Wydaje mi się, że całkiem nieźle. W postkomunistycznej Rydze droga od dyktatury do demokracji okazuje się być pełna wybojów, niespodziewanych zakrętów, tajnych wejść i wyjść. Powieść Mankella jest zatem odpowiednio przygnębiająca i mroczna, spisek goni spisek, a akcja staje się coraz bardziej skomplikowana. Fragmenty książki, w których Szwecja porównywana jest z republikami nadbałtyckimi, uważam za bardzo ciekawe. Łotwa wygląda na kraj ogromnych kontrastów przy zamożnej i słynącej z umiaru Szwecji, która może nie zbudowała imperium, ale też nie musiała patrzeć, jak ono upada. Ojczyzna Kurta paradoksalnie zostaje nazwana biedną, ponieważ nie musi walczyć o przetrwanie. Bo czy o wartości narodu decyduje jego materialny dobrobyt, czy wytrwała walka o wolność?

W „Psach z Rygi” bliżej poznajemy głównego bohatera serii nie tylko jako bystrego policjanta, ale też człowieka o skomplikowanym wnętrzu. Dzięki tej części cyklu chyba na dobre polubiłam Kurta Wallandera. Powoli przekonuję się do wszechobecnych zachwytów nad wyjątkowością postaci, jaką stworzył w swoich powieściach Henning Mankell. Czy można pozostać obojętnym na losy samotnego melancholika, który oprócz rozwiązania zagadek kryminalnych szuka także miłości? Pewnie tak, ale mnie się to nie udało. Mankell pisze o Wallanderze z taką empatią, że nie jest trudno mu współczuć czy cieszyć się z jego sukcesów. Tych ostatnich jest w książce zdecydowanie mniej niż czarnych myśli bohatera. Kurt nie tylko przeżywa rozterki miłosne, ale także spostrzega, że świat nie ogranicza się do bezpiecznej Skanii, a wręcz bywa jej przeciwieństwem.

Emocje, jakie wywołują perypetie bohatera, w tym przypadku decydują o pozytywnym odbiorze całości lektury. Chociaż nie przepadam za książkami o sprawach politycznych i zdarza mi się pogubić w meandrach spisków, „Psy z Rygi” sprawiły mi sporo przyjemności. Nie jest to jednak kryminał, który czyta się w jedną noc z wypiekami na twarzy. Przede wszystkim nie jest to tylko kryminał. Seria z komisarzem Wallanderem to przemyślane połączenie powieści policyjnej, psychologicznej, społeczno-obyczajowej i thrillera politycznego, które zapewniło Mankellowi w pełni zasłużone miejsce w pierwszej lidze szwedzkich pisarzy.