Camilla Läckberg „ZŁOTA KLATKA”

JAK NAPISAĆ BESTSELLER

Choć twórczości Camilli Läckberg można wiele zarzucić, jedno jest pewne: autorka wie, jak pisać książki, które będą się sprzedawać. „Złota klatka”, pierwsza część nowej serii królowej szwedzkiego kryminału, to produkt obliczony i skazany na sukces.

 

Camilla Läckberg, Złota klatka

źródło: szwedzkapolka

Produkt doskonały

Nie książka. Nie powieść. Nie thriller psychologiczny, jak nazywają ją wydawcy. „Złota klatka” to właśnie doskonały produkt, w ramach którego otrzymujemy:

główną bohaterkę, która przechodzi wielką przemianę (32-letnia Faye ze spolegliwej żony i wzorowej matki przeradza się w bezwzględną businesswoman);

motyw zemsty, w której wszystkie chwyty są dozwolone (kobiety odgrywają się na mężczyznach);

– seks wylewający się niemal z każdego rozdziału (częścią zmiany Faye jest jej seksualne wyzwolenie);

– temat na czasie (nawiązanie do głośnej akcji #MeToo);

klasyczny wyciskacz łez (śmierć łatwo dającej się lubić postaci);

– ładny przedmiot w szarej lub różowej okładce (którego promocja kojarzy się z historią przedstawioną w książce).

Autorka zgrabnie łączy te składniki w trzymającą w napięciu całość, której nie nazwałabym jednak thrillerem psychologicznym. To raczej powieść obyczajowa z elementami thrillera czy kryminału (ze względu na dotychczasową specjalizację autorki, tekst na blogu umieszczam w tej ostatniej kategorii). Czyta się szybko i przyjemnie, ale po lekturze przychodzi refleksja, że jednak nie wszystko idealnie tu grało. Co zatem poszło nie tak?

Kobiety, które nienawidzą mężczyzn

Można by wyliczać zbrodnie, które odbierają bohaterce wiarygodność czy sceny seksu, które autorka mogła sobie darować. W „Złotej klatce” najbardziej przerysowany wydaje mi się jednak sam wizerunek mężczyzn, którzy dosłownie nurzają się zdradach, żądzy pieniądza, pielęgnacji własnego ego i wszelkich możliwych nikczemnościach. Wszystko to oczywiście kosztem kobiet, które dobrowolnie dają się wykorzystywać.

Jedynym tzw. porządnym facetem jest chyba ukochany najlepszej przyjaciółki Faye. Reszta, z jej mężem na czele, to banda niegodziwców, na których należy się odegrać tą samą bronią. W najlepszym wypadku – ośmieszyć ich, doprowadzić do ruiny finansowej albo zrobić z nich seksualne zabawki, w najgorszym – zabić z zimną krwią. Dostaje się nawet… Ingmarowi Bergmanowi (Zasrany geniusz, zawsze otoczony kobietami, żeby wrzeszczeć na nie i nimi pomiatać). Czy to jest ten „wielki hołd dla kobiet”, o którym czytamy na skrzydełkach okładki? Jeśli tak, to chyba odmawiam jego przyjęcia.

 

Camilla Läckberg Złota klatka

źródło: szwedzkapolka

Stara nowa Fjällbacka

„Złota klatka” miała być początkiem zupełnie nowej drogi w karierze pisarskiej Camilli Läckberg. Obstaję jednak przy stanowisku, że autorka wcale nie uciekła daleko od schematów znanych z serii kryminalnej o Fjällbace. Szwedzka pisarka na dobre odeszła od sprawdzonego gatunku, jednak nie zrezygnowała z wypróbowanej konstrukcji, która tak nużyła w kolejnych tomach jej kryminałów. Również i w „Złotej klatce” główny wątek dzieje się teraz, a dodatkowy kilkanaście lat wcześniej. Bardzo ważnymi dla fabuły postaciami znów są też dzieci i szeroko opisywane życie rodzinne.

Główna bohaterka jako usłużna westalka, strzegąca domowego ogniska i bezskutecznie zmagająca się z nadwagą, pewnie nie tylko mnie kojarzy się z Eriką Falk. Jej późniejsza przedsiębiorczość i… upodobanie do młodszych mężczyzn przypomina natomiast samą Camillę Läckberg. No i Fjällbacka. Niby pojawia się tylko w retrospekcjach, bo zasadnicza akcja toczy się w Sztokholmie, ale to właśnie ona determinuje życie Faye. I znów zamiast być malowniczą, rybacką wioską na kartach „Złotej klatki” staje się miejscem, w którym rządzi nienawiść i przemoc.

 

Camilla Läckberg, Złota klatka

źródło: szwedzkapolka

 

Mój stosunek do Camilli Läckberg nadal pozostaje zatem ambiwalentny. Trudno odmówić jej talentu do kreowania swojej osoby jako fantastycznej marki i tworzenia wciągających czytadeł, które dostarczają rozrywki. Problem pojawia się wtedy, gdy autorka próbuje przemycić do swoich książek głębsze przesłanie, a w efekcie ociera się o banał. W „Czarownicy” wyszło jej to mniej topornie. Jak poradzi sobie z drugą częścią „Złotej klatki”, która już jest w przygotowaniu? Zobaczymy, bo pewnie znów będzie to produkt, który kupię i ja.

 

Camilla Läckberg, Złota klatka, przeł. Inga Sawicka, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2019.