Camilla Läckberg CZAROWNICA

Camilla Läckberg, Czarownica, przeł. Inga Sawicka, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017.

CZAROWNICE W FORMIE

Autorzy wielotomowych cykli powieściowych z każdą kolejną książką podejmują duże ryzyko. Co zrobić, żeby następny tom nie był słabszy od poprzedniego? Wydawało się, że Camilla Läckberg wpadła w zastawioną przez siebie pułapkę, bo ostatnie części jej kryminalnej sagi o Fjällbace raziły wtórnością i niedostatkami fabuły względem bardziej udanego początku serii. Po „Czarownicę” sięgałam pełna obaw i nawet nie zastanawiałam się nad tym, czy to w ogóle możliwe, żeby dziesiąta część cyklu okazała się strzałem w dziesiątkę.

„Czarownica” raczej nie przekona do Läckberg jej przeciwników, ale powinna zadowolić fanów, a wątpiącym sprawić miłą niespodziankę. Książka nie zaskakuje konstrukcją, ale przecież często lubimy to, co znamy: kanwą powieści jest zbrodnia z przeszłości i ta, która dopiero co się wydarzyła. Oba morderstwa zostały popełnione na kilkuletnich dziewczynkach – Läckberg znów upodobała sobie dziecięcych bohaterów. Co łączy tragiczną śmierć małej Stelli i Nei, i jaki związek ma z nimi trzeci plan czasowy, w którym śledzimy przebieg XVII-wiecznego procesu o czary?

Camilla Läckberg - Czarownica

Rozwiązania kryminalnej zagadki podejmuje się oczywiście Patrick Hedström i znana nam ekipa komisariatu z Tanumshede. Do sprawy tradycyjnie włącza się również Erika Falk, która wyjątkowym zbiegiem okoliczności akurat pracuje nad książką na temat tajemniczej zbrodni sprzed lat. Ważną postacią staje się też pewna gwiazda z Hollywood, mająca zagrać główną rolę w filmie o słynnej Ingrid Bergman, która spędzała w Fjällbace wakacje.

Akcja „Czarownicy” rozwija się powoli, ale logicznie. Mnogość bohaterów i ich rodzinne koligacje oraz przeplatające się plany czasowe utrzymują nas w ciągłym skupieniu. Tło obyczajowe w postaci życia rodzinnego głównej bohaterki na szczęście nie jest tym razem wyjątkowo rozbudowane. O czym tu zresztą pisać, skoro małżeństwo Eriki i Patricka jest tak idealne? Miłość kwitnie nie tylko u tej pary, zatem przeczulonym na punkcie wątków rodem z telenowel polecam przymknąć oczy np. przy fragmencie o wieczorze panieńskim Kristiny, teściowej Eriki. Rosnącej w każdej kolejnej części sagi głupoty Mellberga niestety nie da się ominąć, bo jej skutki są ważną częścią fabuły książki.

W „Czarownicy” zaskakująco dobrze wypada to, co najbardziej lubię w powieściach Läckberg, czyli tło społeczne. Chyba jeszcze w żadnej części cyklu autorka nie była tak zaangażowaną portrecistką szwedzkiego społeczeństwa w obliczu zmian, jakie niesie ze sobą aktualna polityka światowa. W Fjällbace pojawiają się uchodźcy z Syrii, którzy wyzwalają wśród mieszkańców tej spokojnej, tradycyjnej wsi skrajnie różne postawy. Autorka pokazuje też codzienność szwedzkich nastolatków, którym nowe media służą nie tylko komunikacji i edukacji, ale stanowią narzędzie przemocy. Młodzi ludzie prześcigają się w okrutnych pomysłach na zadawanie jej sobie, próbując bezskutecznie zagłuszyć własne kompleksy i traumy z dzieciństwa.

Obraz współczesnej młodzieży i sytuacji Syryjczyków w Szwecji, jaki wyłania się spod pióra Läckberg, jest pewnie trochę przerysowany, ale stanowi ciekawe tło dla intrygi kryminalnej. Powieść Läckberg nie ma być szwedzkim „Skam”, reportażem o  imigrantach ani książką historyczną o procesach o czary. Autorka pokazuje tylko wycinek rzeczywistości pasującej do stworzonego przez nią świata, od którego niełatwo się oderwać właśnie dlatego, że kipi od emocji, spływa krwią, słucha płaczu niewinnych dzieci i ich zrozpaczonych rodziców. „Czarownica” to wciągająca, mroczna bajka dla dorosłych, która dostarcza rozrywki, ale i przypomina, że polowania na czarownice wcale się nie skończyły, tylko przybrały inne formy.