Åsa Larsson BURZA SŁONECZNA

Åsa Larsson, Burza słoneczna, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2013.

BURZA W SZKLANCE WODY

Po „Burzę słoneczną” Åsy Larsson sięgnęłam po przeczytaniu całej sagi o Fjällbace Camilli Läckberg. Twórczości tej ostatniej nie uważam za pisarstwo wysokich lotów, jednak spełniała dla mnie funkcję przyjemnej lektury na wieczorny relaks. Mimo że ostatnie tomy cyklu nie wciągały już tak, jak te początkowe, a konstrukcja książek stawała się do bólu schematyczna, przywiązałam się do głównych bohaterów i chociaż mnie irytowali, chciałam dalej o nich czytać. Niedostatki fabuły rekompensowała malownicza Fjällbacka i różne szwedzkie „smaczki” dotyczące kultury i obyczajów.

Miałam nadzieję, że Åsa Larsson zapewni mi podobną guilty pleasure, tyle że z Kiruną w roli głównej. Usłyszałam kiedyś o górniczym mieście na północy Szwecji, w którym bogate złoża rudy żelaza powodują anomalię magnetyczną. Później zainteresowała mnie wiadomość o wielkiej przeprowadzce Kiruny, którą trzeba przenieść, bo pękają w niej budynki i ulice z powodu intensywnej eksploatacji złóż. Bardzo lubię podróżować po Szwecji oczami bohaterów książek i liczyłam na to, że pani Åsa zabierze mnie na ciekawą wycieczkę.

Niestety z książki Larsson o samej Kirunie dowiedziałam się tyle, że występują tam zorze polarne i znajduje się w niej „kryształowy kościół”, który w posłowiu okazał się być… wymyślony przez autorkę! Bardzo się rozczarowałam, bo uwierzyłam, że taki obiekt istnieje i że wyczytałam w „Burzy słonecznej” o chociaż jednej, nieobecnej w innych źródłach ciekawostce. Nic to, w końcu powieść kryminalna to nie przewodnik, przebolałabym brak interesującego miejsca akcji, gdyby ta akcja… w ogóle się pojawiła.

Åsa Larsson BURZA SŁONECZNA

Autorka snuje opowieść tak mozolnie, że książkę, którą chciałam przeczytać w dwa wieczory, męczyłam przez dwa tygodnie. Główne bohaterki – sztokholmska prawniczka Rebeka Martinsson i jej przyjaciółka z dzieciństwa, Sanna Standgård, to postaci nakreślone tak grubą kreską, że nie sposób było mi się zaangażować w ich historię. Rebeka to chłodna kobieta sukcesu, którą ewidentnie dręczą jakieś widma przeszłości. Dla jaskrawego kontrastu Sanna jest niedojrzałą, polegającą wyłącznie na innych życiową ofermą. Koniec charakterystyki postaci.

Książka w ogóle nie trzymała mnie w napięciu. Chociaż nie przeczytałam wielu kryminałów (a wręcz moja przeszłość kryminalna jest bardzo skromna), często powtarzane w nich wątki religijne wydają mi się tak oklepane, że z założenia stanowią dla autora pułapkę. Jeśli zaś opowieści o zamkniętych wspólnotach, nawiedzonych przywódcach duchowych i mordach rytualnych przedstawi się tak płasko, jak zrobiła to Åsa Larsson, to klapa murowana. Zakończenie intrygi kryminalnej rozgrywa się na kilku stronach, ale może to i dobrze, bo nie wiadomo, jakie jeszcze niestworzone historie autorka byłaby skłonna wymyślić, po czym zostawić je w pół zdania.

I co dalej? Czy jest sens sięgać po inne książki tego cyklu? Czy stworzona przez autorkę tak jednowymiarowa i schematyczna bohaterka jest jeszcze w stanie coś z siebie wykrzesać? A może Åsa Larsson, a wraz z nią Rebeka Martinsson, jakoś się rozwijają? Czy w dalszych częściach Kiruna to nadal anonimowe miasto-widmo? Czuję, że minie sporo czasu, zanim zdecyduję się o tym przekonać.