Johannes Anyuru “UTONĄ WE ŁZACH SWOICH MATEK”

INNEGO KOŃCA ŚWIATA NIE BĘDZIE

Dystopijną powieść Johannesa Anyuru „Utoną we łzach swoich matek” otwiera zamach islamskich terrorystów na księgarnię w Göteborgu, gdzie odbywa się spotkanie z kontrowersyjnym artystą. Dramatyczne zdarzenie transmitowane przez zamachowczynię ogląda cała Szwecja, która już wkrótce stanie się państwem totalitarnym. Gdzie znajdzie się w nim miejsce dla tajemniczej dziewczyny z mroczną przeszłością, a może raczej… przyszłością? Jak na zareaguje na nią pisarz, który odwiedza terrorystkę w szpitalu psychiatrycznym?

 

Utoną we łzach swoich matek

źródło: szwedzkapolka

 

„Utoną we łzach swoich matek” można nazwać bardzo udaną dystopią, bo przedstawia ciekawą wizję przyszłości znanego nam kraju, który zdominował lęk przed imigrantami. To historia o tych, którzy okazali się „martwym naskórkiem i za długimi paznokciami Szwecji”. Po zamachu na göteborską księgarnię zostają ustanowione totalitarne rządy i drakońskie prawa, według których bycie muzułmaninem wyklucza bycie Szwedem. Wyznawcy islamu, czyli tzw. wrogowie Szwecji są kontrolowani i prześladowani, aż w końcu trafiają do specjalnego miejsca odosobnienia – Królikarni.

 

Przedstawiona w powieści wizja jest tak przerażająca, bo wydaje się całkiem prawdopodobna. W Szwecji książka była szeroko komentowana i ze względu na swoją aktualność i przenikliwość analizy sytuacji polityczno-społecznej otrzymała najważniejsze wyróżnienie literackie – Nagrodę Augusta dla najlepszej powieści 2017 roku. „Utoną we łzach swoich matek” działa na Szwedów jak przestroga, do czego może prowadzić strach przed innością i źle pojmowane wartości narodowe. Takie ostrzeżenie przyda się zresztą nie tylko Szwecji…

 

W warstwie fabularnej, w której przeplatają się plany czasowe, a postacie występują pod różnymi imionami, panuje jednak trochę męczącego chaosu. Bohaterowie zostali nakreśleni jakby nieco zbyt pospiesznie, by mogli nadążyć za galopującą akcją. Anyuru jest także poetą, zatem w jego książce znajdzie się wiele językowych smaczków, pięknych zdań i obrazowych metafor. Ze względu na przyjęte założenia gatunkowe (mamy tu spore fragmenty powieści sensacyjnej) dominuje w niej jednak relacjonujący ton, który nie dostarcza wielkiej przyjemności z lektury.

 

Po książkę laureata ubiegłorocznej Nagrody Augusta sięgnęłam z dużą ciekawością, choć wyróżnieni rok wcześniej „Poliglotyczni kochankowie” Liny Wolff trochę mnie rozczarowali. Najwyraźniej ostatnio moje gusta nie do końca pokrywają się z werdyktami szwedzkiej komisji. Mam nadzieję, że to przejściowy okres, bo Augustpriset nagrodzono przecież i „Kwietniową czarownicę” Majgull Axelsson, której twórczość do mnie trafia. Pozostaje czekać na kolejną zwycięską książkę, która na pewno nie umknie moim testom. 😉

 

Johannes Anyuru, Utoną we łzach swoich matek, przeł. Dominika Górecka, Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.