3 KSIĄŻKI, W KTÓRYCH UTKNĘŁAM

Zdarza się Wam porzucić czytanie książki na długo przed jej końcem? Mnie ekstremalnie rzadko. Ostatnio trafiłam jednak aż na trzy lektury, którym grozi ten los. Oto książki, w których utknęłam na dobre!

1. Stieg Larsson, Zamek z piasku, który runął, Czarna Owca, Warszawa 2009.

Zacznę od największej niespodzianki wśród książek, których nie mogę skończyć. Po wspaniałej pierwszej i bardzo dobrej drugiej części „Millennium”, trzeci tom okazuje się dla mnie twardym orzechem do zgryzienia. Niemal na każdej stronie nowi tajniacy, podsłuchy i donosy, niemiłosierne dłużyzny dotyczące działania szwedzkich służb specjalnych, do tego Lisbeth Salander ciągle leży w szpitalu i zajmuje się hakerskimi trikami, których szczegółów autor nam nie szczędzi… O ile przekonałam się do niektórych kryminałów, o tyle sensacja czy thriller (nawet nie wiem, jak zaklasyfikować „Zamek z piasku…” ), to nadal zupełnie nie moja bajka. Choćbym jednak miała męczyć tę książkę kolejny tydzień, to na pewno ją skończę, by móc zabrać się za jej kontynuację pióra Davida Lagercrantza. Niedawna premiera „Mężczyzny, który gonił swój cień” w ogóle była zresztą powodem, dla którego właśnie teraz postanowiłam nadrobić całą serię. Po mieszanych uczuciach względem Larssona tym bardziej jestem ciekawa, co stworzył jego następca.

2. Vilhem Moberg, Imigranci, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1987.

Porzucenia tej książki na długie tygodnie w kąt jest mi chyba najbardziej wstyd… Przecież tak zachwycałam się „Emigrantami”, pierwszą częścią cyklu Vilhelma Moberga! Tak bardzo podobał mi się klimat XIX-wiecznej szwedzkiej wsi, chłopskie obyczaje i etos ciężkiej pracy! Z takim entuzjazmem czekałam na dalsze losy rodziny Nilssonów i innych mieszkańców gminy Ljuder! Tymczasem kiedy ci po wielu trudach dopłynęli do brzegów Ameryki… czar prysł. Książki nie czytało się już tak przyjemnie, aż w końcu ją odłożyłam i zaczęłam inne lektury. Czy znudziła mnie niewystarczająco wartka akcja? Przestały bawić ludowe mądrości? Zmęczył staroświecki styl, od którego odwykłam, czytając głównie literaturę współczesną? Powiedziałabym trzy razy „nie”, ale jaka jest zatem przyczyna bezlitosnego porzucenia „Imigrantów”? Może spróbuję wytłumaczyć się letnią porą i zwyczajnym brakiem ochoty na przyciężkie powieści…? Mam nadzieję, że jesienią pójdzie mi lepiej.

Vilhem Moberg - Imigranci

3. Elisabeth Åsbrink, Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.

Wypróbowana autorka, ciekawy temat i jedna z ulubionych serii wydawniczych. Miało być tak pięknie! Tymczasem przy całym uznaniu dla Elisabeth Åsbrink, która musiała włożyć mnóstwo pracy w napisanie tak dobrze udokumentowanego reportażu, nie potrafiłam zabrnąć poza 154. stronę jej książki. Tematyka „Czułego punktu” bardzo przypomina mi dwie inne pozycje, które niezbyt dawno czytałam – „Mężczyznę z laserem” Gellerta Tamasa i „Jednego z nas. Opowieść o Norwegii” Åsne Seierstad. We wszystkich poznajemy drobiazgowy życiorys przestępcy lub przestępców oraz okoliczności, w których doszło do popełnienia przez nich zbrodni. Dodatkowo wszyscy antybohaterowie tych reportaży są związani ze współczesnymi ruchami nazistowskimi. O skandynawskich przestępcach w ostatnim czasie naczytałam i naoglądałam się też wystarczająco dużo w książkach i serialach kryminalnych. Może po prostu nastąpił przesyt tego typu historiami i muszę na jakiś czas od nich odpocząć? Jestem (prawie) pewna, że kiedy sięgnę po „Czuły punkt” w innym momencie mojego czytelniczego życia, to przeczytam go z dużą przyjemnością.

Elisabeth Åsbrink - Czuły punkt

Znacie już pierwszy powód, który uniemożliwia publikację nowych recenzji na blogu. Drugi poznacie w nadchodzącym tygodniu. Wymienione tu książki działają jak blokada dla kolejnych pozycji, których póki co nie śmiem zacząć czytać, a co za tym idzie – nie mogę o nich napisać.  Nic nie przeszkodzi mi jednak w poczytaniu o tym, jak często Wam zdarza się nie skończyć lektury albo odwlekać jej finał w nieskończoność. Jestem bardzo ciekawa, w jakich książkach Wy utknęliście! 🙂