__gaTracker('send','pageview');

Natalia Kołaczek I CÓŻ, ŻE O SZWECJI

Natalia Kołaczek, I cóż, że o Szwecji, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2017.

OKNO NA SZWECJĘ

Okna w stylu skandynawskim mają zapewniać wnętrzom jak najwięcej światła, dlatego powinny być duże, odsłonięte i udekorowane lampionami. Książka „I cóż, że o Szwecji” Natalii Kołaczek to okno na Szwecję zaaranżowane w myśl najlepszych zasad tego stylu. Autorka prezentuje wielowymiarową panoramę Szwecji i jej mieszkańców, doświetla ją wiązką własnych doświadczeń, nie zasłaniając przy tym stereotypami, które poddaje krytycznej analizie.

Książka składa się z dwunastu rozdziałów tworzących przegląd zagadnień związanych z kulturą naszych północnych sąsiadów. Znajdziemy w niej barwny opis świąt, obyczajów i zwyczajów kulinarnych, dowiemy się o szwedzkim modelu rodziny, wychowywaniu dzieci, równouprawnieniu, ekologii czy wynalazkach. Autorka bazuje na wiedzy zdobytej podczas studiów, samodzielnie formułuje wnioski na podstawie wyników rozmaitych badań i sondaży, a często dzieli się też prywatnymi wspomnieniami z licznych wyjazdów do Szwecji. Siłą publikacji jest zachowanie właściwych proporcji między tymi źródłami i przemyślany wybór tematów, dzięki czemu książka dostarcza rzetelnej wiedzy, ale stanowi jednocześnie łatwą w odbiorze i przyjemną lekturę. Aż prosi się, żeby określić ją modnym ostatnio szwedzkim słowem lagom, czyli w sam raz, odpowiednio, z umiarem.

Natalia Kołaczek I cóż, że o Szwecji

W książce wyraźnie widać językowe zainteresowania autorki, zwłaszcza jej zamiłowanie do szwedzkich neologizmów. Natalia Kołaczek z uwagą śledzi publikowaną co roku przez Radę Języka Szwedzkiego listę nowych słów, które są nie tylko wyrazem językowej kreatywności Szwedów, ale i miernikiem zmian społecznych. Stąd lattepappor, „tatusiowie latte”, ojcowie na urlopach rodzicielskich spotykający się przy kawie czy curlingföräldrar, „curlingowi rodzice”, którzy chcą „wyszczotkować” swoim dzieciom życiową drogę, tak jak zawodnicy curlingu czyszczą lód.  Autorka doskonale wie, że nic tak dobrze nie wyznacza granic ciągle zmieniającego się świata, jak język, a mnożone przez nią przykłady nowych słów świetnie ubarwiają lekturę.

Nie dość, że autorka posiada imponującą wiedzę, pokaźny bagaż szwedzkich doświadczeń i lekkie pióro, to jeszcze ma talent do fotografowania. Zdjęcia zamieszczone w książce są jej ogromnym atutem i doskonale uzupełniają treść. Natalia Kołaczek chyba szczególnie upodobała sobie Skanię i zachodnie wybrzeże Szwecji pełne skalistych wysepek i kolorowych domków, co nie znaczy, że książka cierpi na opisany przez nią „syndrom Bullerbyn”. Autorka nie idealizuje Szwecji i nie stroni od wskazywania na absurdy dotyczące choćby przepisów prawnych czy obsesyjnej troski Szwedów o polityczną poprawność. Na zdjęciach widzimy jednak przede wszystkim skandynawski raj.

Książka jest napisana lekkim, przystępnym stylem, bogatym w anegdoty i niepozbawionym humoru. Doskonale sprawdzi się jako nieturystyczny przewodnik dla tych, którzy niewiele wiedzą o ojczyźnie Alfreda Nobla. Cóż z tego, że książka traktuje o Szwecji, przedmiocie zainteresowań nielicznych, skoro czuć w niej pasję, którą łatwo się zarazić. Lektura pozytywnie zaskoczy również bardziej zaawansowanych miłośników Skandynawii. Każdy dowie się z tej książki czegoś nowego, bo wiele ciekawostek to osobiste przemyślenia  i  doświadczenia autorki, a te przecież nie mogą się powtarzać, chyba że na prowadzonym przez nią fascynującym Szwecjoblogu.